Herbarium profesora Szemplińskiego

dr hab. Władysław Szempliński, prof. nadzw.
Pod jemiołą wolno się całować. Ale ma ona jeszcze inne działanie, o którym powinny wiedzieć panie w okresie przekwitania. Jakie? Tego dowiemy się z „Roślin zielarskich” dr. hab. Władysława Szemplińskiego.

W zasadzie jest to skrypt dla studentów kierunków przyrodniczych – rolnictwa, ogrodnictwa lub architektury krajobrazu, ale... Jeśli kogoś interesuje to, co rośnie w jego ogrodzie i zastanawia się do czego to coś można wykorzystać – to jest to także książka dla niego.

– Zebrałem w niej informacje pochodzące z dostępnej literatury i dołożyłem od siebie to, co przez lata pracy na temat tych roślin sam zbadałem – informuje autor – dr hab. Władysław Szempliński, prof. nadzw. z Katedry Agrotechnologii, Zarządzania Produkcją Rolniczą i Agrobiznesu na Wydziale Kształtowania Środowiska i Rolnictwa UWM.

Najstarsze zachowane dokumenty nt. roślin leczniczych są datowane na ok. 2700 r. p.n.e. i pochodzą z Chin. „Rośliny ..." dr. hab. Szemplińskiego należą więc do bogatego księgozbioru publikacji zielarskich. Zielarskich, czyli właściwie jakich?

Rośliny zielarskie to liczna grupa zróżnicowana pod względem botanicznym i użytkowym. Należą do wielu rodzin, rodzajów i gatunków botanicznych. W Polsce potocznie mówimy o nich zioła. Jest to określenie nieprecyzyjne, bo mówiąc o ziołach, myślimy najczęściej o roślinach rosnących dziko lub uprawianych, jedno lub dwuletnich oraz drzewach i krzewach. Do ziół zaliczamy rośliny lecznicze, przyprawowe i olejkowe. Właściwie to każda roślina może być uznana za zioło, bo każda ma jakieś właściwości. Jej działanie zależy od wielkości dawki i postaci. Stwierdził to już szwajcarski filozof, alchemik Paracelsus (1493-1541), ojciec nowożytnej medycyny – mówi dr hab. Władysław Szemplinski.

Dla europejskiego ziołolecznictwa ważną postacią był znacznie wcześniejszy Galen z Pergamonu (II w. n.e.) – grecki aptekarz i lekarz cesarzy rzymskich. Opisał ponad 400 roślin leczniczych oraz opracował receptury prostych preparatów ziołowych, do dzisiaj noszących nazwę leków galenowych, czyli otrzymywanych z surowców roślinnych. Dzisiaj rodzina leków galenowych jest bardzo duża.

Rośliny zielarskie jednak to nie tylko zioła lecznicze, przyprawy i rośliny olejkowe. Wiele ich gatunków jest traktowanych jako rośliny ozdobne i dekoracyjne, typowe rośliny oleiste, np. rzepak, gorczyca biała; rośliny barwierskie, np. rezeda żółta, berberys zwyczajny, kalina koralowa, bez czarny. Mamy jeszcze rośliny owadobójcze, np. tytoń, wrotycz pospolity, czosnek; gryzoniobójcze, np. cebula morska; włókniste; miododajne; garbnikowe, np. kora dębu, wierzby, brzozy. Znane i coraz bardziej popularne są też rośliny do wytwarzania nalewek alkoholowych i wermutów.

Chociaż tak wiele dowiedzieliśmy się już o roślinach zielarskich to jest to ciągle jeszcze wstęp do książki dr. Szemplińskiego. Dalej bowiem opisuje on, która część rośliny może być surowcem zielarskim. Która? Surowcem mogą być nawet pasożyty roślinne, np. huba drzewna czy przetrwalniki sporysza – pasożyta żyta.

W następnym rozdziale dr Szempliński opisuje, jakie związki biologicznie czynne znajdują się w roślinach zielarskich. Nietrudno się domyślić, że skoro roślin zielarskich jest taka mnogość – to związków chemicznych jest w nich jeszcze więcej. Skupmy się zatem na ich działaniu. Mogą działać np.: uczulająco, drażniąco, halucynogennie, podwyższając lub obniżając ciśnienie krwi, pobudzając lub obniżając odporność organizmu, insektobójczo, moczopędnie, napotnie, narkotyczne, nasercowo, osłaniająco, przeciwbakteryjnie, przeciwbiegunkowo, przeciwbólowo; przeciwcukrzycowo, przeciwdepresyjnie, przeciwgorączkowo; przeciwgrzybicznie, przeciwkaszlowo; przeciwkrwotocznie, przeciwmiażdżycowo itp. Zioła lecznicze można stosować chyba na wszystkie ludzkie choroby i dolegliwości.

Dr hab. Władysław Szempliński w swojej książce charakteryzuje 73 gatunki roślin zielarskich. Porządkuje je według pozyskiwanego z nich surowca. Tę charakterystykę otwierają rośliny, których surowcem są korzenie i kłącza, następnie kwiaty, owoce, nasiona, ziele i liście oraz olejki eteryczne. Spis zamyka charakterystyka roślin zielarskich dziko rosnących. Każdą roślinę przedstawia według wzoru: cechy morfologiczne, surowiec zielarski, skład chemiczny, działanie terapeutyczne i zastosowanie. Jest to układ bardzo jasny i wygodny. Wiele tych roślin jest dobrze znanych, ale są też nieznane i takie, których o działanie lecznicze nie podejrzewamy, np. dynia zwyczajna. Co takiego jest w dyni i co nią można leczyć.

Surowcem nie jest jej owoc lecz pestki. Mają one działanie przeciwrobacze, moczopędne i przeciwzapalne. Olej z pestek dyni reguluje poziom cholesterolu we krwi i działanie gruczołu krokowego. A gorczyca, o której każdy wie, że bez niej nie ma musztardy?

Z jej nasion można robić gorące okłady w bólach reumatycznych, nerwobólach, zapaleniach korzonków nerwowych i bólach mięśniowych. A czy można mieć jakiś pożytek z uporczywego chwastu – perzu? Oczywiście. Zebrany wczesną wiosną i wysuszony może stać się naparem do leczenia nieżytu nerek, zbyt skąpego wydalania moczu, w kamicy moczowej, w nadciśnieniu, niewydolności wątroby, skłonnościach do zaparć i otyłości, a nawet do leczenia trądziku. No a półpasożyt – jemioła, znana z tego, że się można pod nią całować? Surowcem są jej wysuszone liście. Może być stosowana w leczeniu nadciśnienia, miażdżycy, przyspieszonego rytmu serca, nieznacznych krwawień płucnych, częstych krwawień z nosa
i w dolegliwościach okresu przekwitania.

W końcowej części książki dr Szempliński radzi, jak siać lub sadzić rośliny zielarskie, jakie wybrać stanowisko, jak nawozić i pielęgnować, a potem zbierać surowiec i jak go suszyć, składować i pakować. Kończy książkę analizą trendów w przetwórstwie ziół. Jakie to trendy?

Kosmetyki naturalne, geriatryki (zapobiegające objawom starzenia się), fitaminy (składniki diety likwidujące wolne rodniki) mające coraz większe zastosowanie w żywności funkcjonalnej oraz aromaterapia.

To obszerne dzieło, liczące 380 stron, wydała uniwersytecka oficyna wydawnicza. Jedyny jego minus to brak kolorowych fotografii. Autor zrezygnował z nich z powodu zbyt dużych kosztów druku.

Lech Kryszałowicz